EN

Pure Reason Revolution - Amor Vincit Omnia

- 2009-06-13 03:22:17

Oto mam przed sobą długo i niecierpliwie wyczekiwany album Pure Reason Revolution. Pamiętam jak dziś końcówkę roku 2006, kiedy usłyszałam pierwsze dźwięki Aeropause, pierwszego utworu z ich jedynego jak dotąd dzieła - The Dark Third. Urzekła mnie ta niesamowita lekkość z jaką rock progresywny mieszał sie z trochę ambientową, kosmiczną elektroniką. The Dark Third był albumem, który na pewno był kontynuacją The Sunset Sound, czyli poprzedniej formacji członków Pure Reason Revolution. Ciepły, lekki i przyjemny album szybko pozyskał respołowi wielu wielbicieli.

Jest zatem Amor Vincit Omnia. Drugi album. I... to na pewno ten sam zespół? Muszę się przyznać, że długo uważałam następcę TDT za wyrodnego brata. Już pierwsze minuty Les Malheurs uderzają nas po głowie ciężkim dyskotekowym beatem. Owszem, na drugiej płycie dodanej do The Dark Third pojawiły się już mocniejsze beaty, ale nikt z nas nie przypuszczał, że zespół pójdzie w tę właśnie stronę. Drugi na liście jest Victorious Cupid - utwór, który został wypuszczony do sieci za darmo na długo przed wydaniem pełnego krążka. Być może właśnie przez Kupidyna nie spodziewaliśmy się tego, co miało nastąpić, w końcu jest to utwór w starym, radośnie miękkim stylu.

Musiało minąć troszkę czasu, płyta musiała zostać kilkakrotnie wysłuchana, bym mogła utwierdzić sie w przekonaniu, że Amor Vincit Omnia to dobra robota. W przypadku większości albumów , króte zapisują się w historii wielkimi literami zazwyczaj jest tak, że na początku tylko jeden czy dwa utwory zwracają na siebie uwagę. W przypadku tego krążka moją uwagę przykuło Amor Vincit Omnia, czyli utwór zamykający. Początek bardzo przypominał mi utwór Forever Lost post-rockowego God is an Astronaut. Następne było Deus Ex Machina - twarde, ostre i porywające. Kiedy już się przekonałam, że nawet tak drastyczna zmiana stylu na mocno beatowy i elektroniczny może zachwycać, przyswajanie sobie innych części albumu poszło gładko. No, prawie gładko. Do tej pory nie potrafię przyzwyczaić się do Disconnect. Jest on na tyle drażniący, że nie wytrzymuję z nim nawet wstępu.

Miałam okazję porozmawiać z jednym z członków Pure Reason Revolution i zapytać skąd wzięła się koncepcja na nowy album. Odpowiedział, że lubią eksperymenty z elektroniką i muzyką i ciągle coś nagrywają. W całym ferworze eksperymentowania istnieją jednak elementy, które dają jasno do zrozumienia, że mamy do czynienia z tym a nie innym zespołem. W przypadku PRR są to harmonie wokalne, które, jak zaznaczył Jon, na pewno nie znikną z ich twórczości.

brak starszych
Ulver - Shadows of the Sun >